Mamy kopię zapasową, więc jesteśmy bezpieczni. W rozmowach o bezpieczeństwie IT to zdanie wraca jak refren. Brzmi rozsądnie, daje spokój i pozwala zamknąć temat. Problem w tym, że jest jednym z najczęściej spotykanych i najbardziej niebezpiecznych złudzeń w IT.

Sedno sprawy mieści się w jednym rozróżnieniu. Kopia zapasowa nie przywraca działania, tylko dane. Firma może mieć idealną kopię wszystkich informacji i jednocześnie nie mieć uruchomionego środowiska, działającej aplikacji ani konfiguracji. Mówiąc w uproszczeniu: ma pliki, ale nie ma biznesu.

Łatwo to przeoczyć, bo w spokojnych czasach kopia i działanie wydają się tym samym. Skoro dane są bezpieczne, biznes też wydaje się bezpieczny. Ta zgodność trwa dokładnie do pierwszego poważnego incydentu. Wtedy okazuje się, że odzyskanie danych to dopiero początek drogi, a nie jej koniec.

Żeby zobaczyć, skąd bierze się to złudzenie, warto wrócić do tego, czym kopia zapasowa jest naprawdę. To archiwum, które zapisuje dane na wszelki wypadek. Można je odzyskać po awarii, po przypadkowym skasowaniu, po ataku szyfrującym dane dla okupu. W tej roli kopia jest niezastąpiona i żadna poważna organizacja nie powinna z niej rezygnować.

Kłopot zaczyna się wtedy, gdy z narzędzia do odzyskiwania danych robi się synonim bezpieczeństwa całej firmy. Kopia zapasowa nie daje wprost ciągłości działania procesów biznesowych. Dane to tylko jeden ze składników działającego biznesu. Oprócz nich potrzebne jest środowisko, w którym systemy wstaną, aplikacje, które zaczną pracować, i konfiguracja, dzięki której wszystko połączy się w całość.

Dla biznesu różnica między tymi dwoma światami jest bardzo wymierna. Odzyskane dane nie wystawiają faktur, nie obsługują klientów i nie utrzymują produkcji. Robi to działające środowisko. Dlatego pytanie, czy mamy kopię, mierzy tylko mały fragment gotowości firmy na kłopoty.

Jest jeszcze kwestia czasu. Nawet jeżeli z kopii da się wszystko odbudować, pozostaje pytanie, ile to potrwa. Każda godzina między incydentem a powrotem do działania ma swoją cenę: niewystawione faktury, nieobsłużeni klienci, zatrzymana produkcja. Kopia zapasowa tej godziny nie skraca. Skraca ją dopiero przygotowane wcześniej środowisko i przećwiczony proces odtwarzania.

Złudzenie najłatwiej rozpoznać po pytaniach, które padają w firmie. Jeżeli rozmowa o bezpieczeństwie kończy się na potwierdzeniu, że kopie się wykonują, temat został zamknięty za wcześnie. Rozmowa powinna iść dalej: co dokładnie da się z tych kopii uruchomić, w jakim środowisku i w jakim czasie. Oraz kto to ostatnio sprawdził w praktyce.

Te pytania nie unieważniają kopii zapasowej. Przeciwnie, nadają jej właściwe miejsce. Kopia danych to fundament, na którym buduje się zdolność powrotu do działania. Sama w sobie tym powrotem jednak nie jest. O kolejnych poziomach, od odtwarzania po awarii po rozwiązania na sytuacje, w których zawiodło wszystko inne, piszemy osobno.

Najkrócej można to ująć tak. Kopia zapasowa odpowiada na pytanie, czy dane przetrwają. Bezpieczeństwo firmy zaczyna się od innego pytania: czy przetrwa biznes, który na tych danych pracuje. Dopóki te dwa pytania nie zostaną rozdzielone, poczucie bezpieczeństwa będzie większe niż samo bezpieczeństwo.