Są firmy, które na pytanie o bezpieczeństwo odpowiadają z dużą pewnością siebie. Mają wdrożone zabezpieczenia, opisane procedury, pozytywne wyniki audytów. Wszystko się zgadza. A mimo to część z nich dzieli od poważnych kłopotów jedno zdarzenie, którego nikt nie przewidział. To właśnie różnica między pozornym bezpieczeństwem a realną odpornością.

Pozorne bezpieczeństwo da się streścić w jednym zdaniu. System jest dobrze chroniony, dopóki wszystko działa zgodnie z planem. Odporność zaczyna się tam, gdzie plan przestaje obowiązywać.

Na pierwszy rzut oka to subtelna różnica. W praktyce dzieli ona organizacje na dwie grupy, których nie sposób odróżnić w spokojnych czasach. Obie mają zabezpieczenia. Obie przechodzą audyty. Różnica ujawnia się dopiero przy zakłóceniu, i to takim, którego nie było w żadnym scenariuszu.

Pozorne bezpieczeństwo ma też swoje ulubione zdania, takie jak: “Mamy procedury. Przeszliśmy audyt. Dostawca gwarantuje dostępność w umowie”. Każde z nich opisuje stan na papierze, a nie zdolność organizacji do działania w zakłóceniu. Papier jest potrzebny, ale sam z siebie niczego nie odtworzy.

Pozorne bezpieczeństwo rzadko bierze się ze złej woli czy zaniedbania. Przeciwnie. Powstaje w organizacjach, które dużo zainwestowały w ochronę i mają prawo czuć się przygotowane. Sęk w tym, że całość została zaprojektowana i przetestowana w warunkach przewidzianych przez autorów planu. A zakłócenia, o czym pisaliśmy przy okazji zagrożeń systemowych, bywają techniczne, prawne i geopolityczne. Rzadko pytają o to, co jest w procedurze.

Warto przy tym doprecyzować, czym odporność nie jest. Nie jest kolejną warstwą zabezpieczeń ani grubszą dokumentacją. Odporna architektura utrzymuje ciągłość działania i kontrolę nad danymi w sytuacji zakłóceń, również takich, których nikt wcześniej nie opisał. Mówiąc obrazowo: zabezpieczenia pilnują, żeby plan się powiódł. Odporność odpowiada za to, co się dzieje, gdy plan właśnie się nie powiódł.

Dla biznesu ta różnica przekłada się na konkretne pytania. Pierwsze brzmi: które z naszych mechanizmów bezpieczeństwa zakładają, że wszystko inne działa normalnie? Drugie: co się stanie, jeśli to założenie upadnie? Trzecie: czy ktokolwiek u nas sprawdził scenariusz, w którym zawodzi samo zabezpieczenie, a nie tylko to, przed czym ono chroni?

Pomocne jest też proste rozróżnienie, które wraca w rozmowach o ciągłości działania. Bezpieczeństwo sprawdza się testem, czy system działa zgodnie z planem. Odporność da się sprawdzić tylko wtedy, gdy symulujemy sytuację, w której tracimy kontrolę. To zdanie dobrze oddziela jedno od drugiego i podpowiada, jak powinny wyglądać ćwiczenia, które naprawdę coś mówią o firmie.

Odpowiedzi na te pytania bywają niewygodne i to jest w porządku. Niewygoda na etapie analizy kosztuje niewiele. Ta sama niewygoda odkryta w trakcie kryzysu kosztuje już realne pieniądze, klientów i reputację.

Najkrótszy test na pozorne bezpieczeństwo wygląda tak: jeżeli poczucie ochrony opiera się na założeniu, że wszystko pójdzie zgodnie z planem, to jest to właśnie poczucie, a nie ochrona. Realna odporność zaczyna się od zaakceptowania, że plan kiedyś przestanie obowiązywać. I od przygotowania firmy właśnie na ten moment.